Koniec roku to czas podsumowań i
snucia planów. Zaczynać nowe rzeczy wypada dopiero w nowym roku,
dopiero od stycznia. Dlaczego więc zakładam blog już teraz? Cóż,
na pewno po trochu z czystej przekory, ale też dlatego, że nosiłam
się z zamiarem stworzenia go przez cały ten miniony rok. No i bałam
się, że gdybym zrobiła z tego postanowienie na następny rok,
przekora znów wzięłaby górę. Mam alergię na przesądy,
horoskopy i niepisane prawa typu zmiana nawyków od poniedziałku, od
Nowego Roku, czy od pierwszego dnia miesiąca. A poza tym jestem też
leniwą, prokrastynującą bułą, co prawdopodobnie by nie pomagało.To, co wypada, czyli wspomnień czar
Skoro już przedstawiłam się od
najgorszej strony, pora zrobić również trochę tego, co wypada,
czyli podsumować – 2013 był dobrym rokiem dla mojej rurkowej
pasji. Powiedziałabym, że był rokiem próbowania i robienia
zupełnie nowych rzeczy, które w ogromnej większości okazały się
pozytywne.
W marcu zostałam instruktorką studia,
w którym stawiałam swoje pierwsze powietrzne kroki i któremu
pozostałam wierna do tej pory. Przekonałam się, że satysfakcja z
nauczania potrafi czasem być większa niż duma z doskonalenia
siebie. Poznałam zupełnie nowe dla mnie uczucie związane z tym, że
ktoś mi ufa, traktuje mnie jak eksperta. Na początku wiązało się
to z zakłopotaniem, potem okazało się bardzo przyjemne.
W maju pojechałam na Mistrzostwa
Polski Pole Dance – nie, nie jako uczestnik, tylko pomoc techniczna
(czyszczenie rurek), ale były to pierwsze zawody, które miałam
okazję obejrzeć na żywo. Przeżycie było niezapomniane. Niestety,
nie tylko ze względu na świetne występy naprawdę utalentowanych
młodych ludzi, ale też drogę z przygodami do miejscowości o tak
szacownej nazwie, że za nic jej sobie nie przypomnę, w której to
miała miejsce ta prestiżowa impreza oraz osobliwe podejście
organizatorów do kwestii kultury osobistej.
W lipcu uczestniczyłam w swoich
pierwszych warsztatach pole dance, i to od razu z Marion Crampe. To
doświadczenie bycia znów po stronie ucznia, w dodatku obcującego z
mistrzem tego kalibru, dało mi tak niesamowitego kopa, że wpadłam
w warsztatowy ciąg (z którego mam nadzieję już nie wypaść) i
przed zimą byłam jeszcze na trzech innych.
We wrześniu po raz pierwszy
spróbowałam treningu innego niż rurkowy. Przyznaję, cross fit
trochę mnie pokonał, być może dlatego, że poszłam od razu na
poziom średniozaawansowany.
– Trenują Panie coś? – zapytano przy
zapisie.
– No tak, trenujemy. – odparłyśmy,
mając na myśli pole dance.
– No, to średniozaawansowany powinien
być ok.
Dla mnie był średnio ok. Gdyby nie to, że poszłam tam z moją kursantką, pewnie płakałabym jak małe dziecko. Ale po wszystkim uczucie było super: satysfakcja, że było tak ciężko, a ja dałam radę (no, prawie), a do tego ta cudna lekkość wszystkich mięśni, która następnego dnia przekształciła się w solidne zakwasy. Obiecałam sobie, że kiedyś spróbuję raz jeszcze (a nuż się wciągnę), ale już nie w tym miejscu i nie na tym poziomie.
A teraz, w grudniu, zakładam mój
pierwszy blog. Pomysł zrodził się w mojej głowie już dawno temu,
z głodu polskich blogów o pole dance. Takich z prawdziwego
zdarzenia, na skalę nie tylko krajową, blogów wszechstronnych jak
Aerial Amy. Byłoby celem zbyt ambitnym zakładać, że uda mi się
stworzyć coś takiego, ale uznałam, że lepiej spróbować zrobić
cokolwiek, niż siedzieć i narzekać.
Drugie, co wypada, czyli cele i plany na rok 2014
- Publikować wpisy na blogu co najmniej raz w miesiącu
- Od czasu do czasu wrzucać samodzielnie zmajstrowane materiały na youtube
- Co drugi trening (wyłączając okresy przygotowania choreografii do występów) poświęcić ćwiczeniom siłowym i dążeniu do dead liftów we wszystkich możliwych chwytach
- Odważyć się nagrać i udostępnić przynajmniej jeden freestyle
- Położyć większy nacisk na naukę tańca w Studiu, dla tych dziewczyn, które chcą tańczyć
- Przynajmniej raz wybrać się na trening inny niż pole dance
Cóż, teraz pozostaje tylko mieć
nadzieję, że to, co zostało zapisane, będzie mi trudniej
ignorować.
Życzę wszystkim siły i odwagi do
spełniania planów i marzeń w nowym roku. A wszelkie wydarzenia
losowe niech wydarzają się tylko na Waszą korzyść. Życzę też
pozytywnego nastawienia i wielu okazji do szczerego uśmiechu. Nie
tylko dlatego, że wypada.
hej, coś mi się wydaje, że spotkałyśmy się na tych warsztatch z Marion Crampe :)
OdpowiedzUsuńGratuluję zostania instruktorką i założenia własnego bloga! Na pewno będę chętnie tu zaglądać. Ja już się przekonałam, że pisanie bloga wymaga czasami większego samozaparcia i dyscypliny niż same treningi ;). Na szczeście istnieje społeczność bloggerska, która dosyć mocno się wspiera. Życzę Ci również spełnienia pozostałych noworocznych postanowień!
A co do crossfitu, to nigdy nie próbowałam ale potwierdziłaś moje podejrzenia, że to raczej nie dla mnie.
Tak, na warsztatach się minęłyśmy, ale wtedy nie byłam wtedy pewna, czy to Ty, bo na wszystkich zdjęciach byłaś blond, a tu nagle rudzielec :) Myślę, że spotkamy się jeszcze na niejednych. Dziękuję Ci za miłe słowa i gratuluję tworzenia bloga, na który tak miło się zagląda :)
OdpowiedzUsuń